Oczywiste jest to że koty muszą mieć imię. I pseudonim. Bo kto by uzywał imienia nadanego jeszcze przed poznaniem charakteru i zwyczajów kota? Idąc tym tropem Bianka została Rusią, Aman Sikaczem... a Puchacz dostał pseudnim Mi. Nie od małej Mi w muminkach, ale od sposobu w jaki miauczy. Maleństwo jeszcze nie potrafi miauknąć jak duzy kot i wychodzi mu własnie takie mi mi mi :)
To troszkę tak jak pisał Pratchett - kot wygląda na Winifredę a zostaje mianowany na " Aaaaachwynochastądtydraniu" :) (Polecam lekturę "kot w stanie czystym" a zwłaszcza fragment o futrzastym debiliźmie)
Socjalizacja i zapoznawanie przebiega powoli acz konsekwentnie. Sikacz akceptuje już Mi, nawet liże go po głowie ale mimo wszystko w zabawie pokazuje kto tu rządzi. Rusia.. Rusia jest wciąz lekko urażona natomiast na pewno mniej syczy, choć wciąż jej się to zdarza. Natomiast Mi kompletnie się nią nie przejmuje, wydaje się nie być zestresowany a raczej akceptujący sytuację że obecnie będzie najniżej w hierarchii. Za to jak urośnie... kto wie, wiele może się zmienić :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)




A może po prostu Rusia zaczyna czuć przyszłość nosem, że ten wrocławki-leśny będzie tutaj górą ;-) i to nie tylko futra :)
OdpowiedzUsuń