Zwierzęta powitały mnie miauczeniem. Mam cichą nadzieję że choć dziś nie oznaczało to "jeeeeeeeeeeeeeść, jeeeeeeeeeeeeeeść" ale "wszystkiego najlepszego kocia mamo!".... Niestety, po napełnieniu misek okazało się że to one są centrum uwagi. Plus pudełko o które ociera się Rusia, marowanie (nowy czasownik od "ma ruję") miesza jej porządnie w głowie. No bo kto to widział, podrywać kartonowe pudełko? :D
Za to Pan Wilk wyściskał mnie i wybuziakował. Mój Kochany :D :*
A po pracy - Rusia maruje na całego, ale nic z tego jej marowania nie wynika. Jedynie miau i miau. Tłumaczę więc panience że to że jej się chce to nie oznacza że cały świat ma o tym wiedzieć i że bardzo nieprzystojne to zachowanie ogłaszać wszem i wobec iż ochotna wielce jest. Natomiast panna Rusia wydaje się ignorować me tłumaczenia. Na szczęście Sikaczek wciąż nie rozważa jej marowania w kategoriach damsko męskich... Jednakże profilaktycznie - biedaczek! - już w lipcu pójdzie pod nóż.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz